Wstałam skoro świt i uznając, że brak małej grupy na trip po pustyni to szansa na samodzielna wyprawę, wbiegłam do pierwszego lepszego autobusu na pobliskim przystanku. Zapytałam o dworzec autobusowy i kierowca kiwnął głową. Potem wszystko poszło tak łatwo, że
skąd się wzięłam?
- mac
- Jestem śliwką. Tworzono juz teorie, że śliwka była owocem grzechu pierworodnego, a nawet że jego przyczyną. Cóż... w dziecięcym wierszyku do fartuszka spadła gruszka, spadły grzecznie dwa jabłuszka a śliweczka... spaść nie chciała! Bo ja zawsze muszę po swojemu :D
Kiedyś przeczytałam, że każda podróż oznacza pewną filozofię życia, jest jakby soczewką, w której ogniskują się nasze marzenia, potrzeby, niepokoje. Co nas łączy, tych którzy wracamy do domu tylko po to, by przepakować plecak i wrócić na szlak, to fakt nieposiadania dostatecznej ilości pieniędzy, które umożliwiłyby realizację planów. Ostatecznie jednak nie ma to większego znaczenia, ponieważ prześladujący nas demon włóczęgi sprawia, że wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi i tak ruszamy w nieznane, nie dopuszczając przy tym myśli o niepowodzeniu swojej wyprawy. Instynkt wędrowania jest silniejszy od nas samych i choć skazujemy się na ryzyko utraty życia, walkę z samotnością, nierzadko zimno i głód, to robimy to... Człowiek nie jest w stanie żyć, gdy przeżywa coś takiego. Jedyne co nam pozostaje, to po prostu zapakować plecak i być gotowym do Drogi...
Prowadź nas drogą prostą Drogą tych, których obdarzyłeś dobrodziejstwami; nie zaś tych, na których jesteś zagniewany, i nie tych, którzy błądzą.
Keep us on the right path. The path of those upon whom Thou hast bestowed favors. Not (the path) of those upon whom Thy wrath is brought down, nor of those who go astray.
اهْدِنَا الصِّرَاطَ الْمُسْتَقِيمَ صِرَاطَ الَّذِينَ أَنْعَمْتَ عَلَيْهِمْ غَيْرِ الْمَغْضُوبِ عَلَيْهِمْ وَلَا الضَّالِّينَ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
sobota, 18 lutego 2012
Środa, 1 lutego
Etykiety:
Afryka,
Atlas,
góry,
Maroko,
Mhamid,
Przełecz Kishka,
Quarzazate,
Sahara,
Zagora
wtorek, 29 czerwca 2010
Kirgizja 2008
poniedziałek, 28 czerwca 2010
góry Rumunii

W ciągu tego miesiąca, dzięki doskonałej organizacji w wykonaniu Jerzego, poznałam Rumunię – całą! Piękne są wybrzeża, plaże w okolicach Konstancy (np. w Mamai), urocza Delta Dunaju, cudowni Polacy w górskich polskich wioskach, ale najbardziej zachwyciły mnie oczywiście Góry. Zarówno Marmaroskie, jak i Fogarasze. No i nieziemskie Piatra Crajululi… Nie sposób tutaj opowiedzieć o wrażeniach, jakich dostarcza wędrówka po nich, dlatego obejrzyjcie zdjęcia z gór :D
niedziela, 13 czerwca 2010
podróże całkiem bliskie EUROPA
Podróże… podróże…
W czasie studiów podróżowałam – początkowo z braku funduszy – po Polsce autostopem. Okazało się, że ten sposób podróżowania ma wiele zalet – spotkania z ciekawymi ludźmi, niespodzianki, niemożność planowania i konieczność bycia elastycznym. Zresztą potem (już po studiach) odkryłam jeszcze inne plusy jazdy „na stopa”: możliwość wygadania się. Szczególnie przydatne na wakacjach, gdy nauczycielowi brakuje słuchaczy. Z czasem stałam się specjalistką w podróżach autostopowych, wychowałam kilka pokoleń autostopowiczów, pobiłam kilka rekordów prędkości i jeden odległości (z Istambułu do Przemyśla).
Podróżowałam oczywiście tez korzystając z moich ukochanych pociągów, ale najczęściej wykorzystując do tego delegacje (harcerstwo często potrzebowało obecności mojej niezastąpionej osoby w Warszawie, w Tatrach czy na Mazurach).
Każde wakacje wykorzystywałam, by poszwędać się po górach. Nieocenionym towarzyszem podróży zawsze był mój młodszy brat. Taki brat jak Pestek to skarb. Zawsze można na takiego liczyć, dochowa każdej tajemnicy, we wszystkim pomoże. Dobrze mieć kogoś takiego, kto znając wszystkie Twoje słabości, idzie z Tobą w góry i cieszy się z Twojego towarzystwa. A jeszcze lepiej, gdy cierpliwie znosi głupie i nieodpowiedzialne zachowania np. jak wtedy, gdy wykorzystałam końcówkę wody (z dala od wszelkich źródeł) do umycia się, twierdząc, że jestem kobietą i po prostu mi się to należy.
Europa… na studiach i w kilka lat po ich ukończeniu poznałam to, co uznałam za ciekawe w Europie. I sporo miejsc, które po prostu miałam okazję zobaczyć. Wśród najciekawszych wymienić musze Cabo de Roca w Lizbonie – najbardziej na zachód wysunięty punkt Europy, gdzie niemal nie spadłam ze skały do morza. Podobało mi się kilka miejsc na Węgrzech, w Hiszpanii i Włoszech (szczególnie Neapol i Pompeje). W Chorwacji najpiękniejszy oczywiście Dubrownik. Ale magia chwili sprawia, że bardzo miło wspominam sylwestrowe noce na Placu Św. Piotra w Watykanie czy u stóp Alp w Genewie. A no i jeszcze europejska część Turcji! Ale to już temat na osobną opowieść…
W czasie studiów podróżowałam – początkowo z braku funduszy – po Polsce autostopem. Okazało się, że ten sposób podróżowania ma wiele zalet – spotkania z ciekawymi ludźmi, niespodzianki, niemożność planowania i konieczność bycia elastycznym. Zresztą potem (już po studiach) odkryłam jeszcze inne plusy jazdy „na stopa”: możliwość wygadania się. Szczególnie przydatne na wakacjach, gdy nauczycielowi brakuje słuchaczy. Z czasem stałam się specjalistką w podróżach autostopowych, wychowałam kilka pokoleń autostopowiczów, pobiłam kilka rekordów prędkości i jeden odległości (z Istambułu do Przemyśla).
Podróżowałam oczywiście tez korzystając z moich ukochanych pociągów, ale najczęściej wykorzystując do tego delegacje (harcerstwo często potrzebowało obecności mojej niezastąpionej osoby w Warszawie, w Tatrach czy na Mazurach).
Każde wakacje wykorzystywałam, by poszwędać się po górach. Nieocenionym towarzyszem podróży zawsze był mój młodszy brat. Taki brat jak Pestek to skarb. Zawsze można na takiego liczyć, dochowa każdej tajemnicy, we wszystkim pomoże. Dobrze mieć kogoś takiego, kto znając wszystkie Twoje słabości, idzie z Tobą w góry i cieszy się z Twojego towarzystwa. A jeszcze lepiej, gdy cierpliwie znosi głupie i nieodpowiedzialne zachowania np. jak wtedy, gdy wykorzystałam końcówkę wody (z dala od wszelkich źródeł) do umycia się, twierdząc, że jestem kobietą i po prostu mi się to należy.
Europa… na studiach i w kilka lat po ich ukończeniu poznałam to, co uznałam za ciekawe w Europie. I sporo miejsc, które po prostu miałam okazję zobaczyć. Wśród najciekawszych wymienić musze Cabo de Roca w Lizbonie – najbardziej na zachód wysunięty punkt Europy, gdzie niemal nie spadłam ze skały do morza. Podobało mi się kilka miejsc na Węgrzech, w Hiszpanii i Włoszech (szczególnie Neapol i Pompeje). W Chorwacji najpiękniejszy oczywiście Dubrownik. Ale magia chwili sprawia, że bardzo miło wspominam sylwestrowe noce na Placu Św. Piotra w Watykanie czy u stóp Alp w Genewie. A no i jeszcze europejska część Turcji! Ale to już temat na osobną opowieść…
czwartek, 10 czerwca 2010
Biesy i Czady

Moimi pierwszymi górami, i na zawsze najukochańszymi, były, są i będą –Bieszczzady. Te góry pokazali mi Rodzice. To oni nauczyli mnie, że idzie się DOPOKĄD Góry pozwolą. W Biesach zrozumiałam, że są jak kobieta :D Naprawdę! Czasem są łagodne, subtelne, inspirujące. Ale jeśli je zlekceważysz potrafią być złośliwe, groźne a nawet zawistne. Jeśli dasz się zwieść ich pozornie bezbronnemu urokowi – skrzywdzą Cię.
A przecież są takie poetyckie…
A przecież są takie poetyckie…
nad Połoniną jest więcej błękitu
i trawy pachną mocniej
wiatr nie szarpie sobie ubrania
żyje tu z łaski Bożej
a nocą nad tobą
wirują cekiny złote
jak w kapeli Jędrusiowej
a w ciszy westchnienie lasu usłyszysz
a rano
gdy woalki mgieł opadną
ukochaj Bieszczady
ucałuj
a wskażą ci drogę do raju
/Alina Bartosik - Andruch/
wiatr deszczem zaciął
Bukowiny kare.
Połoninami schodzą
Mgły do zagród owczych.
Biesy i czady
Do ogniska truchtem.
A prosze bardzo -
- herbata zrobiona.
/Andrzej Franczyk/
"... tak nagle w drodze przystaję
i rzucam pod nogi plecak przyziemności.
Pędzlem zachwytu zrywam zasłony ciszy
i kształty cieni usuwam z pejzażu.
W nozdrza me wlata woń intymna lasu
i oddech nikły świeżo zżętej trawy.
Zmysł słuchu wnosi o symfonii łąki
i rytmie kotłów przed majowym deszczem.
W powiewie wiatru czuję smak poranka
z perłami rosy niby manna niebios.
Magią dotyku, muśnięć, ocierań
rozplatam jaźnie ulotności chwili.
Zmysłyy me błądzą w otchłaniach przepychu
z nici pajęczych tkają mą impresję,
więc gdy ocean przypływy obwieszcza,
nad brzegiem rozkoszy staję, bo...
coś mnie zauroczyło.
/Zbigniew Habrat/
wiatr deszczem zaciął
Bukowiny kare.
Połoninami schodzą
Mgły do zagród owczych.
Biesy i czady
Do ogniska truchtem.
A prosze bardzo -
- herbata zrobiona.
/Andrzej Franczyk/
"... tak nagle w drodze przystaję
i rzucam pod nogi plecak przyziemności.
Pędzlem zachwytu zrywam zasłony ciszy
i kształty cieni usuwam z pejzażu.
W nozdrza me wlata woń intymna lasu
i oddech nikły świeżo zżętej trawy.
Zmysł słuchu wnosi o symfonii łąki
i rytmie kotłów przed majowym deszczem.
W powiewie wiatru czuję smak poranka
z perłami rosy niby manna niebios.
Magią dotyku, muśnięć, ocierań
rozplatam jaźnie ulotności chwili.
Zmysłyy me błądzą w otchłaniach przepychu
z nici pajęczych tkają mą impresję,
więc gdy ocean przypływy obwieszcza,
nad brzegiem rozkoszy staję, bo...
coś mnie zauroczyło.
/Zbigniew Habrat/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
