skąd się wzięłam?

Moje zdjęcie
Jestem śliwką. Tworzono juz teorie, że śliwka była owocem grzechu pierworodnego, a nawet że jego przyczyną. Cóż... w dziecięcym wierszyku do fartuszka spadła gruszka, spadły grzecznie dwa jabłuszka a śliweczka... spaść nie chciała! Bo ja zawsze muszę po swojemu :D
Kiedyś przeczytałam, że każda podróż oznacza pewną filozofię życia, jest jakby soczewką, w której ogniskują się nasze marzenia, potrzeby, niepokoje. Co nas łączy, tych którzy wracamy do domu tylko po to, by przepakować plecak i wrócić na szlak, to fakt nieposiadania dostatecznej ilości pieniędzy, które umożliwiłyby realizację planów. Ostatecznie jednak nie ma to większego znaczenia, ponieważ prześladujący nas demon włóczęgi sprawia, że wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi i tak ruszamy w nieznane, nie dopuszczając przy tym myśli o niepowodzeniu swojej wyprawy. Instynkt wędrowania jest silniejszy od nas samych i choć skazujemy się na ryzyko utraty życia, walkę z samotnością, nierzadko zimno i głód, to robimy to... Człowiek nie jest w stanie żyć, gdy przeżywa coś takiego. Jedyne co nam pozostaje, to po prostu zapakować plecak i być gotowym do Drogi...


Prowadź nas drogą prostą Drogą tych, których obdarzyłeś dobrodziejstwami; nie zaś tych, na których jesteś zagniewany, i nie tych, którzy błądzą.

Keep us on the right path. The path of those upon whom Thou hast bestowed favors. Not (the path) of those upon whom Thy wrath is brought down, nor of those who go astray.

اهْدِنَا الصِّرَاطَ الْمُسْتَقِيمَ صِرَاطَ الَّذِينَ أَنْعَمْتَ عَلَيْهِمْ غَيْرِ الْمَغْضُوبِ عَلَيْهِمْ وَلَا الضَّالِّينَ

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stolica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stolica. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2011

17 marca, czwartek
Mieliśmy płynąć do zatoki Halong Bay na całodniową wycieczkę, ale przeziębieni rezygnujemy. Rozżalona stwierdzam, że nie ma widoków na poprawę pogody, więc decydujemy się na ewakuację. Wykupujemy bilety na wieczorny autobus do Vientien, stolicy Laosu. Płacimy też za możliwość spędzenia dnia w pokoju, zjadamy śniadanko (w cenie pokoju było do wyboru, ale to że do wyboru zobaczyłam jak już zjedliśmy wszystko, co było w zasięgu wzroku. Nikt jednak nie zwrócił nam uwagi, wobec czego mogliśmy wyjść na ulice w poszukiwaniu jedzenia dopiero w południe).
W sumie, gdyby nie deszcz, to całkiem fajne miasto. Ludzie nawet sympatyczni, tylko zdzierają z turystów jak szaleni. Wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić, bo to stolica, tyle zabytków i taka historia…

Początki miasta wiąże się z cytedelą Co Loa powstałą ponad 200 lat p.n.e. W ciągu swojego istnienia nosiło wiele nazw: Tống Bình, Long Đỗ, Đại La, Thăng Long, Đông Quan, Đông Kinh. Najdłużej bo do końca XIX w. (chociaż z przerwami) funkcjonowała nazwa Thăng Long.
W 1010 r. n.e. cesarz Lý Thái Tổ, założyciel dynastii Lý, przeniósł stolicę państwa do Đại La i nazwał ją poetycko Thăng Long (Wzlatujący Smok). Miasto było stolicą do 1802 r., gdy ogłaszając się cesarzem, Gia Long ustanowił swoją siedzibę w rodowym Hue. Do Hanoi stolica wróciła wraz z proklamowaniem Demokratycznej Republiki Wietnamu 2 września 1945 r.
Mimo wielokrotnych zniszczeń w Hanoi wciąż istnieje wiele zabytków starej architektury, szczególnie na Starym Mieście (dzielnica Hoan Kiem). Jest tu wciąż praktykowanych wiele tradycyjnych rzemiosł, jak formowanie brązu, produkcja wyrobów z laki, grawerstwo, czy haft.
Wychodząc po jedzenie, w strugach deszczu, przyglądamy się stołecznemu ruchowi ulicznemu. Wszelkie legendy na ten temat są prawdziwe! Na skuterach, których są tu dziesiątki tysięcy, przewozi się wszystko. Czasem, ładunek kilka razy przewyższa rozmiarem motor i jego kierowcę. O rekordach ilości osób na jednym jednośladzie już nawet nie wspominam. Motocyklista ma obowiązek wkładania kasku ochronnego podczas jazdy (wtedy policja nie zatrzymuje, nawet turystów), ale co to za kaski... jak wyglądają widać na niektórych zdjęciach np. sprzed dwóch dni – sklep z kaskami wszystkich kolorów i fasonów! Widać, że bardziej stawia się tu na oryginalny wygląd niż na walory ochronne kasku.
16 marca, środa
O świcie docieramy do stolicy. Hanoi, (Há Nôi), stolica Wietnamu, w północnej części kraju, nad Rzeką Czerwoną. W aglomeracji Hanoi na obszarze niemal 600 km2 zamieszkuje 3056 tys. osób (1990). Hanoi jest stolicą (od 1975 roku) i drugim pod względem wielkości miastem Wietnamu. Posiada przepiękne stare miasto, z architekturą kolonialną naznaczoną wpływami chińskimi, z mnóstwem knajpek, restauracji, herbaciarni, sklepów i hotelików. Poza tym, wartych odwiedzenia jest kilka parków, muzea, świątynie oraz mauzoleum Ho Chi Minh'a.
Zawsze myślałam, że to gorące miasto- bo tak zazwyczaj jest. Ale nas przywitał deszcz i ziąb. Jak mówię ziąb, to mam na myśli nie taki azjatycki, tylko prawdziwy. Około 8 stopni Celsjusza, wilgotno, wietrznie. Pierwszą rzeczą po wyjściu z autobusu, jaka zrobiliśmy, było rzucenie się do luku bagażowego po ciepłe ubrania.
Do stolicy Wietnamu dotarliśmy w nastawieniu ,”walcz, atakuj, nikomu nie ufaj, nie spuszczaj z oka nawet woreczka po jedzeniu a co dopiero torby!” przygotowani na wszystko co najgorsze. Najpierw odpieramy atak napastników w postaci motorowych taksiarzy, którzy swoim nachalnym „motorbike?!” potrafią zamęczyć każdego turystę. W końcu jednak, w deszczu, wybieramy najlepszą ofertę i jedziemy taksówka do hotelu. Decyzja była słuszna, bo centrum nie tak znowu blisko, hotel świetny a taksa w cenie. Okazało się, że to nie żadni naganiacze, tylko zwyczajni, zresztą bardzo sympatyczni i profesjonalni, pracownicy hotelu. Jest poza sezonem i to pewnie ich dodatkowe obowiązki – wyszukiwać klientów. Wszyscy pracownicy otulili się w cieple ubranka, tylko tradycyjnie po azjatycku paradują w klapkach.
Po gorącej kąpieli bohatersko postanawiamy wyjść na ten ziąb i pozwiedzać Hanoi (wiet. Hà Nội) - stolicę i drugie co do wielkości, po mieście Ho Chi Minh, miastoWietnamu. Polityczne, ekonomiczne i kulturalne centrum kraju.

Centrum miasta zyskało swój kształt urbanistyczny na przełomie XIX i XX w. Znajdujące się tutaj dzielnice charakteryzuje niska, luźna zabudowa. W części miasta zwanej 36 starych ulic, która przylega do rynku Dong Suan, zabudowa jest bardziej zagęszczona, brak zieleni, stare i ciasne uliczki tworzą wielki labirynt.
Niestety po kilku godzinach jesteśmy tak zmarznięci, że – nie zrobiwszy żadnego zdjęcia - wracamy do hotelu z zamiarem nie wyściubiania nosa z pokoju ogrzewanego klimatyzacją (chyba nikt tu jeszcze nie używał klimy do ogrzewania!) dopóki głód nas nie wygoni.
Urządzamy sobie wieczorny maraton filmowy z doskonałymi tutejszymi przekąskami. Na szczęście lokalne wino znakomicie rozgrzewa i poprawia humory.

piątek, 25 marca 2011

8 marca, wtorek
Wcześnie rano wyjeżdżamy do Wietnamu. Takie to łatwe! Oczywiście z hotelu mamy transport (zawsze w cenie biletu) na dworzec autobusowy, gdzie wsiadamy w luksusowy autobus. Jeszcze wydajemy ostatnie kambodżańskie pieniądze na wodę i bagietki (ach te francuskie bagietki! Aż podrapałam sobie podniebienie, takie chrupiące – jeszcze nie wiem, że w Wietnamie i Laosie też będzie ich mnóstwo, w każdym miejscu w wielu nowych smakach). Wietnam pełen jest egzotycznych potraw – a każdy region ma własne smakołyki. Kuchnia wietnamska jest bardzo prosta, ale zarazem smaczna i niesamowicie lekkostrawna. Widoczne są wpływy kulinarne południowych Chin – szczególnie Kantonu oraz Kambodży i Francji. Najlepsze potrawy można zjeść tylko w lokalnych miejscach, z których większość nie figuruje w żadnym przewodniku. Dyskusje na temat wyższości kuchni z różnych regionów Wietnamu należą do tradycyjnych tematów poruszanych w każdej knajpie.
Do Sajgonu przyjeżdżamy wczesnym popołudniem. Nigdy nie zapomnę jak Agnieszka napisała mi na gg – „to teraz zrozumiesz znaczenie słowa SAJGON – „przechlapane”. No więc nastawiłam się, że będzie naciągactwo, złodziejstwo i w ogóle wszystko, co najgorsze. A tu miłe zaskoczenie! Oczywiście co chwila ktoś naprasza się z tuktukiem albo bajkiem (motorem), pierwsze ceny towarów i usług są znacznie zawyżone, ale jest spokojnie (jak na azjatyckie warunki). Miało być bardzo drogo, ale hotel z wi-fi za 10 dolców znajduje się sam. I to w jakiej dzielnicy! Ludzie żyją tu jak w komunie, znaczy w wielkiej zbiorowości. Bo mają na parterze otwarte na ulice salony, gdzie spędzają całe dnie oglądając TV, bawiąc się z dziećmi itp. nie ma drzwi ani okien, po prostu brak ściany. Czasem małe płotki, żeby dzieci nie wybiegły. I tak od świtu do nocy. A na wąskich uliczkach (na szerokość motoru, al. piesi się już wtedy nie mieszczą) straganiki z jedzeniem, piciem… Są smażone na wiele rodzajów ryby, ślimaki i inne takie.


Ho Chi Minh (wymowa: ho ci min; wiet. Thành Phố Hồ Chí Minh), dawniej Sajgon (wietn. Sài Gòn) to fascynujące miasto na południu Wietnamu na zachodnim brzegu rzeki Sajgon, 6,65 mlnmieszkańców. Do 1976 Ho Chi Minh nosiło nazwę Sajgon, a w latach 1954-1975 było stolicą Republiki Wietnamu. Miasto otrzymało swoją nazwę od polityka Hồ Chí Minha.


Ho Chi Minh jest zespołem miejskim funkcjonującym na tym samym poziomie organizacyjnym, jak wietnamskie prowincje, ma więc strukturę polityczną prowincji, z Radą Ludową i Komitetem Ludowym.
Miasto jest podzielone na 22 dzielnice. 5 z nich to dzielnice wiejskie (Nha Be, Can Gio, Hoc Mon, Cu Chi i Binh Chanh), obejmujące tereny rolne wokół miasta, włączone w oficjalne granice miasta. Tylko 5 dzielnic miejskich ma nazwy (Tan Binh, Binh Thanh, Phu Nhuan, Thu Duc i Go Vap), pozostałe są numerowane od 1 do 12.
Ludność Ho Chi Minh i okolic jest szacowana na ok. 9 mln (2009), co czyni je najludniejszym miastem w kraju i najludniejszą prowincją. Etnicznie dominują Wietnamczycy, na drugim miejscu są tzw. Chińczycy zamorscy (Hoa).
W 1679 r. w małej rybackiej osadzie, w bagnistej kambodżańskiej prowincji Prey Nokorpozwolono osiedlić się uchodźcom chińskim, zwolennikom upadłej w 1644 r. dynastii Ming. W drugiej połowie XVII w. prowincja stopniowo została przejęta przez władający południem Wietnamu ród Nguyễn i zasiedlona przez osadników wietnamskich. W 1698 r. przywódca rodu Nguyễn, Nguyen Phuc Chu, utworzył dwie prowincje: Tran Bien i Phien Tran, oraz ustanowił wicekróla dla tego obszaru. Miasto, nazwane po wietnamsku Gia Định, szybko stało się ważnym centrum gospodarczym.
W okresie kolonialnym Francuzi uczynili miasto stolicą swoich indochińskich kolonii i zmienili nazwę na Sajgon (wiet. Sài Gòn). Nazwa miasta, używana wcześniej nieoficjalnie, pochodzi prawdopodobnie z języka chińskiego. Okres panowania Francuzów miał duży wpływ na dzisiejszy wygląd miasta.
W okresie I wojny indochińskiej Sajgon zostaje stolicą wspieranego przez Francuzów cesarza Bảo Đạia. Po przegranej w 1954 roku wojnie Francuzi wycofali się z Wietnamu, cesarstwo upadło, a Sajgon został stolicą Republiki Wietnamu (Południowego), utworzonej na mocy postanowień układu pokojowego w Genewie.
Po II wojnie indochińskiej miasto przeszło w 1975 roku pod kontrolę Wietnamu Północnego. W 1976 roku, już w ramach Socjalistycznej Republiki Wietnamu, nazwa została zmieniona na Miasto Ho Chi Minha, aczkolwiek do dzisiaj jego mieszkańcy używają nieformalnie nazwy Sajgon. Formalnie nazwę Sajgon nosi Dzielnica nr 1.
Ho Chi Minh jest zamieszkany przez liczną mniejszość chińską, a dzielnica Chợ Lớn jest potocznie określana mianem Chinatown.

Tyle na dziś historii z wikipedii :D Trzeba ruszyć na zwiedzanie. Niewiele tu miejsc do obejrzenia. Ale już sam klimat miasta jest wart „przeżycia” (dosłownie!). W Wietnamie poruszanie się po mieście jest… inaczej zorganizowane. Na stronie KONIEC ŚWIATA znalazłam takie to instrukcje.
Należy się trzymać następujących zasad:
1) Przechodzisz przez ulicę pełną rozpędzonych motorów? Idź powoli ale zdecydowanie do przodu, uważnie obserwuj nadjeżdżających kierowców i wykorzystuj luki, ale nigdy się nie cofaj i pamiętaj, że kierowców obowiązuje niepisana zasada, że wymijają cię ZA twoimi plecami, a nie przed tobą.
2) Wynająłeś motor z kierowcą? Niezależnie od tego, co widzisz, zawieś ocenę sytuacji według zachodnich kryteriów, trzymaj się mocno, nie wykonuj gwałtownych ruchów, nie krzycz i zaufaj Wietnamczykowi przed tobą. Po pierwsze nie pozostaje ci nic innego, po drugie – w 90% to bardzo dobrzy i doświadczeni kierowcy.
3) Wynająłeś skuter i sam pędzisz przez ulice Hanoi? Jeśli umiesz jeździć na motorze – wyłącz europejskie przyzwyczajenia, daj się ponieść nurtowi ulicy, ale bądź bardzo czujny. Jeśli pierwszy raz siedzisz na dwóch kółkach – daj się ponieść nurtowi ulicy… i upewnij się, że masz kask i wykupione ubezpieczenie zdrowotne.
4) Nigdy nie panikuj.
Zabawne? Ależ wcale nie!
My postanowiliśmy pojechać do Muzeum Zbrodni Wojennych (niegdyś: Amerykańskich) motorem. Znaleźliśmy bez trudu chętnych, ale cena była wysoka. Zaproponowaliśmy więc, że pojedziemy na jednym motorze. Kierowcy wpadli w panikę. Jak to?! Pan jest za duży! No więc uparliśmy się, że damy radę i w końcu jeden wariat się zgodził. Łukasz dostał kask – bo ważne, żeby miał pierwszy i ostatni, a ja siadłam w środku na zakładkę. Jazda była istnym szaleństwem. Nie potrafię słowami opisać tego PRZEŻYCIA – w dosłownym znaczeniu. W drodze powrotnej nie udało nam się już nikogo na to namówić i wracaliśmy dwoma bajkami, których kierowcy porozumiewali się między sobą i z innymi użytkownikami drogi klaksonami. Jeździli po chodnikach, zjeżdżali z krawężnikach wysokości kilkudziesięciu centymetrów, jeździli pod prąd, śmigali między autobusami i innymi kolosami, poganiali zbyt opieszałych według nich motocyklistów…




Muzeum Zbrodni Wojennych to miejsce służące ukazaniu okrucieństw wojny, z jasnym i wyraźnym oskarżeniem Amerykanów. Kilka ekspozycji ze zdjęciami amerykańskich reporterów wojennych, okraszonych ich opowieściami jak zrobili te fotografię. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść o dwóch chłopcach, gdy jeden, nieco starszy, próbował osłonić młodszego braciszka, więc kula przeszyła ich obu. A zaraz obok opowieść o chłopcach, którzy żyli jeszcze gdy reporter do nich podszedł. Trudno pojąć okrucieństwo takiej wojny. Są też dokumenty z tamtych czasów, plakaty propagandowe, sala telewizyjna z filmem - niemożliwy do zrozumienia narrator, są ekspozycje uzbrojenia, tablice z zestawieniem wydatków i wyposażenia wojsk amerykańskich w kolejnych wojnach oraz park maszynowy na zewnątrz. Tu oczywiście wszyscy radośnie się fotografują z samolotami, działkami samobieżnymi i tego typu atrakcjami.


Zanim pójdę spać jeszcze jedna uwaga – nie da się zapomnieć, że to kraj komunistyczny. Nie widać tego w zachowaniu ludzi czy gdy się targujesz o ceny, ale wszędzie znajdują się propagandowe bilbordy i plakaty. Coś jakby pod wspólnym hasłem „cały naród buduje swoją stolicę”. Oczywiście na czerwonym tle, zawsze na największych skrzyżowaniach i w towarzystwie Hồ Chí Minh’a (ur. 19 maja 1890 w prowincji Nghe An, zm. 2 września 1969 w Hanoi) − pseudonim polityczny Nguyễn Sinh Cunga, znanego również jako Nguyễn Tất Thành iNguyễn Ái Quốc − wietnamski polityk komunistyczny, założyciel i przywódca politycznyKomunistycznej Partii Indochin, premier (1954) i prezydent (1954-1969) Demokratycznej Republiki Wietnamu.
Hồ Chí Minh urodził się prawdopodobnie w roku 1890, w prowincji Nghệ An, w rodziniekonfucjańskiego "uczonego" Nguyễn Sinh Sắca. Początkowo otrzymał imię Sinh Cung, które, gdy miał 10 lat, zmieniono mu zgodnie z miejscowym obyczajem na Tất Thành. Po ukończeniu szkoły otrzymał uprawnienia nauczycielskie pozwalające mu pójść śladami ojca. Jednak powiązania jego rodziny z ruchem Đông Kinh Nghĩa Thục sprawiły, że Hồ Chí Minh wcześnie zetknął się z działaczami narodowo-wyzwoleńczymi, co skierowało go w innym kierunku. W 1911 r. zamustrował na statek jako Van Ba, pomocnik kucharza i wyruszył w podróż do Francji, a potem do Stanów Zjednoczonych i Anglii.
W owym czasie nie prowadził dziennika i nie sporządzał notatek, nie jest więc jasne dlaczego udał się do Europy nie zaś do Japonii, wówczas ostoi azjatyckiego nacjonalizmu. Może nie chciał wiązać się z Japończykami, już wtedy nastawionymi bardzo ekspansjonistycznie. Znacznie później mawiał, że obawia się zaskoczenia podczas "przeganiania tygrysa spod drzwi frontowych, podczas gdy wilki zachodzą od tyłu." Najbardziej prawdopodobne jest to, że chciał nauczyć się od Zachodu jak Zachód pokonać. Trzy lata spędził na morzu zwiedzając cały świat. W 1913 r. przybył do Stanów Zjednoczonych. Po roku popłynął doLondynu gdzie pracował jako pomocnik kucharza. Prawdopodobnie wrócił wtedy do nazwiska Nguyễn Tất Thành. Uczył się angielskiego i poznawał poglądy socjalistów, irlandzkich separatystów i różnego pochodzenia nacjonalistów. W 1917 r. podobno wrócił do Francji, data ta jednak nie jest niczym udokumentowana. Wg oficjalnych danych władz francuskich do Francji przybył dopiero w 1919 r. jako Nguyễn Ái Quốc (Nguyen Patriota)

.
W Paryżu wstąpił do SFIO − francuskiej partii socjalistycznej. 19 czerwca 1919 r. napisał petycję do uczestników konferencji wersalskiejnawołująca do uznania praw narodu wietnamskiego do wolności i samostanowienia. Po zapoznaniu się z leninowskimi Tezami w kwestii narodowej i kolonialnej doszedł do wniosku, że komuniści mogą mu pomóc w wyzwoleniu Wietnamu. W grudniu 1920 r. wziął udział w kongresie SFIO w Tours, gdzie po rozłamie został jednym z założycieli Francuskiej Partii Komunistycznej.
W 1921 wystawił w jednym z klubów swój monodram "Bambusowy Tygrys", w którym portretował skorumpowaną wietnamską marionetkę,cesarza Khai Dinha. Podobno był to spektakl "w stylu Arystofanesa, nie pozbawiony werwy i wartości scenicznych"[2]. Pisywał artykuły do gazet, nawet recenzje filmowe (w magazynie "Cinegraph", pod pseudonimem Guy N'Qua). W 1921 r. utworzył Związek Międzykolonialny i zaczął wydawać czasopismo La Paria. Poznał wielu ówczesnych, wpływowych działaczy i stał się popularny. Latem 1923 r. wyjechał po kryjomu do Berlina, a następnie do ZSRR. 27 stycznia 1924 r., tydzień po śmierci Lenina, moskiewska Prawda opublikowała jego artykuł: "Lenin i kolonie". Latem 1924 r. wziął udział w V kongresie Kominternu, gdzie wybrano go na członka Biura Dalekowschodniego i wysłano doKantonu, gdzie miał pomóc w organizacji ruchu komunistycznego. W Kantonie Nguyễn Ái Quốc założył Stowarzyszenie Wietnamskiej Młodzieży Rewolucyjnej, które wkrótce zdominowało wietnamski ruch rewolucyjny.
Po przejęciu władzy w Chinach przez Czang Kaj-szeka Nguyễn Ái Quốc wrócił do ZSRR. Przez kilka miesięcy podróżował, biorąc udział w różnych zjazdach i kongresach. Na jesieni przyjechał do Syjamu, gdzie założył czasopismo Amity przeznaczone dla wietnamskich emigrantów. Do ogarniętego niepokojem kraju wrócić nie mógł. 10 października 1929 r. Sąd Cesarski na sesji w Vinh (prowincja Nghe An), uznał go winnym zamieszek i w procesie zaocznym skazał na karę śmierci. W czasie jego nieobecności wśród działaczy partyjnych doszło do rozłamu w wyniku którego utworzono kilka różnych organizacji i partii komunistycznych. Na początku 1930 r. przyjechał do Hongkongu, gdzie zorganizował spotkanie przywódców wietnamskich organizacji komunistycznych. W wyniku tej konferencji powołano Komunistyczną Partię Wietnamu (Đảng Cộng sản Việt Nam), którą w październiku tegoż roku przemianowano na Komunistyczną Partię Indochin (Đảng Cộng sản Đông Dương).
6 czerwca 1931 r. władze brytyjskie aresztowały Nguyễn Ái Quốca. Do ekstradycji jednak nie doszło. Rozgłoszona fałszywa wiadomość o jego śmierci odwróciła od niego uwagę władz francuskich i za cichym przyzwoleniem brytyjczyków w styczniu 1933 r. udało mu się uciec do Chin. Wiosną 1934 dotarł do ZSRR. Okres pobytu w Moskwie jest bardzo słabo udokumentowany, jeśli nie liczyć jego własnych wspomnień wydanych w 1963 r. Wiadomo jednak, że nie ominęły go stalinowskie czystki i, że w latach 1934-38 był politycznie nieaktywny. Pod koniec 1938 roku powrócił do Chin.


W drugiej połowie 1940 roku, po krótkich walkach, francuski rząd Vichy podpisał z Japonią traktat, na mocy którego Japończycy gwarantowali suwerenność i integralność kolonii francuskich w Indochinach, a w zamian otrzymywali pełną swobodę działań militarnych. Zachęcona tym projapońska, nacjonalistyczna Liga Odrodzenia Narodowego Wietnamu zorganizowała powstanie skierowane przeciwko władzom kolonialnym. Komuniści początkowo poparli powstanie, organizując własne oddziały partyzanckie, ale po klęsce powstańców wKochinchinie uznali wystąpienia za przedwczesne i wycofali się.
28 stycznia 1941 roku Nguyễn Ái Quốc wrócił do Wietnamu, gdzie w górach prowincji Cao Bằng, w jaskini Pác Bó zaczął organizować Ligę Walki o Niepodległość Wietnamu, zbrojną organizację zwaną w skrócie Việt Minh. Z tą organizacją miał się kojarzyć kolejny pseudonim przywódcy: Hồ Chí Minh (pol. 'Ten Który Oświeca', 'Ten, który Niesie światło').
W sierpniu 1942 r., przekradając się do Chin, Nguyễn Ái Quốc został aresztowany przez lokalne władze prowincji Guandxi i przetrzymywany w różnych więzieniach do 10 września 1943 r., po czym osadzony w areszcie domowym. W więzieniu spędza czas na pisaniu wierszy.
W sierpniu 1945 r., już jako Hồ Chí Minh, został szefem Tymczasowego Rządu Rewolucyjnego Wietnamu, a 2 września na wiecu w Hanoi proklamował niepodleglość. Pokonferencji genewskiej i podziale kraju został prezydentem DRW. Zmarł 2 wrzesnia 1969 r. na atak serca w swoim domu w Hanoi.

czwartek, 24 marca 2011

6 marca, niedziela
O szóstej rano mamy transport na „dworzec” (czyli jakąś główniejszą ulicę), gdzie wsiadamy do lokalnego autobusu, jadącego do stolicy. Jedzie długo i powoli, zatrzymując się w lokalnych knajpkach. Oczywiście w okolicy zawsze są inne, tańsze – z których korzystamy.
Po południu dojeżdżamy do Phenom Phen. Bez trudu znajdujemy dzielnice turystyczną z hotelami i umawiamy się z tuktukarzem na objazd po atrakcjach w dniu następnym. Dziś spacer po okolicy, by pod pretekstem obejrzenia głównych zabytków centrum poszukać jedzenia. Kuchnia Kambodży jest mieszanką kuchni wietnamskiej i tajlandzkiej. W obu tych krajach podstawą sztuki kulinarnej jest ryż, tak też jest w Kambodży. Ryż podawany jest tu najczęściej na „sypko”, gotowany na parze. Ten sposób przyrządzania podstawowego składnika każdego dania został zapożyczony ze środkowej Tajlandi, z dawnego Syjonu. Z kuchni wietnamskiej zapożyczono z kolei makarony sojowe, ryżowe i maniokowe oraz różnorodne sałatki z warzyw surowych jak i kiszonych. Sztuka kulinarna Kambodży czerpała też z odleglejszych rejonów - z Chin, Indii, laosu i Birmy. Wpływ kuchni Chińskiej widać patrząc na sposób przygotowywania wielu dań, które często gotowane są w woku. Wpływ sąsiadującej Birmy jest widoczny w daniach takich jak wieprzowina w sosie curry z dodatkiem imbiru, kurkumy oraz tamaryndu. Z kolei z Laosu zaczerpnięto obfite stosowanie chili, dzięki któremu kuchnia jest bardziej pikantna. W Kambodży jada się dania duszone oraz gotowane na parze, a do ich urozmaicania używa się specjalność Wietnamczyków - sos rybny.

Mimo różnorodności dań, które w Europie uchodziły by za dania główne, w Kambodży za obowiązkowy składnik posiłków uchodzi jednak zupa (np. bambusowa z makaronem ryżowym, zupa z tofu, ślimaków lub bulion mięsny. Znana jest nawet zupa z zielonych bananów.

W południowo zachodnich regionach, na wybrzeżu jada się sporo owoców morza i ryb, a urozmaicenie jest częste stosowanie kokosów. Kokosy są nie tylko składnikiem deserów ale również wielu innych dań. W mleku kokosowym gotuje się ryby i mięsa, a z miąższu tych owoców przyrządza się pyszne sosy. Ale my szukamy skorpionów i ciekawych robaków. Niestety nic nowego nas nie zaskakuje. Są baby eggs, w tak różnych cenach, że aż trudno uwierzyć. Ale te najtańsze u obwoźnego sprzedawcy są doskonałe. Wódka ryżowa mi nie smakuje. A piwo maja cienkie.
Po południu a potem jeszcze raz wieczorem spacerujemy wzdłuż pobliskiego nabrzeża rzeki Tonle Sap, uchodzącej niedaleko stąd do Mekongu. Po drugiej stronie ulicy Royal Palace, ale z tego rezygnujemy. Pooglądaliśmy sobie z zewnątrz, przyjrzeliśmy się tez pobliskim zabytkom i uznaliśmy, że dość już mamy pałacy królewskich i innych takich. Siadamy sobie spokojnie i obserwujemy ludzi. Czytałam, że tu mnóstwo żebraków, że są bezczelni itd. A my widzimy spacerujące rodziny, modlących się w pobliskiej świątyni. Jest dość czysto, ładnie. Wieczorem wydaje się nawet bezpiecznie. Gdy w poszukiwaniu skorpionów i pająków (przereklamowane, ale warto spróbować) wracamy pod pałac na chodnikach rozłożone są dywany na których biesiadują cale grupy ludzi. To tutejsza wersja stolika restauracyjnego.




Próbowałam nauczyć się kilku zwrotów w języku khmerskim, czyli oficjalnym języku używanym w Kambodży. Ale albo języki Azji staja się coraz trudniejsze, albo ja się starzeję. Ograniczyłam się do dwóch czy trzech podstawowych zwrotów. Może ktoś jest w stanie zapamiętać więcej:
Witam.
Chum riep sueh.

Jak się masz?
sok sabbai te?

Dobrze, dziękuję.
la'or, arkhun.

Jak się nazywasz?
Lok chmuah ey?

Nazywam się... .
Knyom chmuah...

Proszę.
Soum.

Dziękuję.
Aw khun.

Nie ma za co.
Muhn ay te or Unjuhn.

Tak.
Ja (kobieta)/Unjuhn (mężczyzna).

Nie.
Ot te.

Przepraszam.
oum doh.

Do widzenia.
chum riep leah.

Czy mówisz po angielsku?
Cheh niyeay pia'saa Anglais baan te?




Czy jest tu ktoś, kto mówi po angielsku?
Mean neak nass cheh Anglais te?

Nie umiem mówić po...
khnyom ot seu cheh niyeay pia'saa khmae te...

Pomocy!
Chouay!!

Uważaj!
Moul sen!

Nie rozumiem.
Min yul dtey.

Gdzie jest toaleta?
Bangkun now ey nah?

Która godzina?
Moung bon maan?