i czuję że mam wakacje
Przyjechałam do Krakowa na jedna noc. Ale Kraków to miasto, w które zawsze wsiąkam. Więc poszwę dałam się po starym mieście, nacieszyłam widokiem dzieciaków i atmosferą historii zaklętej w murach, pobyłam… i szybko zrodził się plan pozostania tu nieco dłużej. Pretekstem stała się okazja do poznania Remika.
Wierzę, że pewne rzeczy wydarzają się akurat wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi. I tak było tym razem. Czekała na mnie spora niespodzianka – masaż. Ale nie taki zwyczajny typu spa. Masaż terapia. Taki, który pozwala dotrzeć do swoich skrywanych głęboko uczuć, wspomnień, stresów i lęków.
Przekonałam się, że mój ciało przechowuje wszystkie wspomnienia. Że brak kontaktu z nimi spina nasze mięśnie i powoduje niewyobrażalny ból. Poznałam ludzi, którzy tak jak ja poznają świat dotykiem. Teraz chcę się nauczyć jak ten sposób komunikacji ze światem rozumieć. To zadanie na najbliższy czas. Wiem jednak, że Droga zawsze prowadzi do poznawania siebie, zmian w życiu – zawsze na lepsze! A mnie zaskoczyło jak szybko i intensywnie ten proces przebiega J
Myślę obrazami, dlatego moje fotografie ukazują jakie emocje w sobie odnalazłam. Kraków jest pełen wrażliwości, delikatności i piękna. Nazwałam to. Musiałam spojrzeć na zdjęcia, by odnaleźć te słowa. A co wy widzicie wokół siebie?

Wtorek to taki pierwszy dzień moich wakacji. Tak od
rana. Wstawanie bez budzika i listy zadań do wykonania. Po prostu być w Drodze.
Wprawdzie pojawił się plan odwiedzenia krakowskich podziemi, ale okazało się,
że te bezpłatne wejściówki to trzeba pozyskać znacznie wcześniej, więc „może
innym razem”.
Znalazło się więc we mnie dzięki temu dość czasu i
spokoju, by dostrzegać „smaczki” krakowskiego życia, czyli to, co mnie porusza.
Kolorowe graffiti na starych kamienicach. Dzieci bawiące się „w klasy”. Detale architektoniczne,
przemawiające do mojej wyobraźni. I Spotkania.
Ludzie, których poznajemy na swojej drodze, mogą przejść obok nas obojętnie, nie pozostawiając żadnego śladu. Wystarczy jednak, że jesteśmy gotowi do tego Spotkania. Że jesteśmy uważni i otwarci. Wówczas okazuje się, że nic nie dzieje się przypadkiem. Że każde Spotkanie jest ważne. Że ludzie, których spotkamy wskazują nam Drogę, że otwierają przed nami Drzwi, z których istnienia nie zdawaliśmy sobie do tej chwili sprawy. Że rodzi się w nas ciekawość nowych przestrzeni i znajdujemy czas, cierpliwość i odwagę, by je eksplorować. Niczym Alicja w Krainie Czarów. Bo wierzę, że jedynym, co nas ogranicza jest nasza wyobraźnia. Gdy pozwolimy sobie na rozwinięcie skrzydeł wyobraźni znikają lęki, stereotypy i schematyczność postrzegania świata.

Czy warto? Hm… Zdaję sobie sprawę, że nie każdy dostrzega sens w przyglądaniu się sobie i światu. Ale tacy tu nie zaglądają. A zatem przyznam, co ja o tym myślę. Uważam, że właśnie to twórcze, inspirujące poszukiwanie jest istotą życia. Sprawia, że każda chwila jest kolorowa, żywa i pełna zmysłowości. To taka podróż przez życie, w której odległość przemierzanych przestrzeni nie ma większego znaczenia, gdyż liczy się emocja, ulotność chwili i to co w nas pozostaje – ślad. Ekscytującą przygodę można przeżyć w drodze do pracy. Najnudniejsze dwa tygodnie życia można spędzić w ekskluzywnym kurorcie na końcu świata. Nie chodzi o to gdzie jesteś, tylko jak tę przestrzeń odbierasz. Czego w niej szukasz. Co masz odwagę znaleźć.
Oczywiście łatwiej jest otworzyć się na świat, jeśli
mamy dobry kontakt z samym sobą. Świadomość swojej własnej tożsamości,
świadomość swojego ciała. Ona daje poczucie wolności, takiej prawdziwej - a nie
anarchii na pokaz. Kierowanie swoim życiem to odwaga w podejmowaniu decyzji,
radość z ponoszenia ich konsekwencji i absolutna uczciwość wobec siebie samego.
Ktoś może dostrzec w tym przerażającą perspektywę dorosłości. Dla mnie to wręcz
przeciwnie – szczęście pielęgnowania w sobie dziecka.

Co mnie skłoniło do tego emocjonalnego
ekshibicjonizmu? Masaż. Na pewno każdy choć raz w życiu był masowany. Ale tym
razem ponownie przekonałam się, że moje oczekiwania wobec zjawisk, spodziewanie
się „więcej”
Ostatnie miesiące dały mi niepowtarzalną okazję do
cieszenia się sauną. Nie taką zwyczajną drewnianą klatką, w której człowiek
czuje się zamknięty, ale wie że „wypocić się” jest zdrowo. Zawsze wydawało mi
się, że sauna może być czymś znacznie więcej. I przekonałam się, że tak jest w
istocie. Bogactwo doznań sensualnych jakich doświadczyłam dzięki Madzi i
Tomkowi – właścicielom Spa w Przemyślu, otworzyło nowy etap mojego życia. Dziś
mam wrażenie, że moje życie, umiejętność odczuwania i radość życia sprzed
okresu sanowania, było płaskie, jałowe i jakieś bezbarwne. Zapachy, smaki i
atmosfera sauny pozwoliły mi odnaleźć
moje ciało i zaprzyjaźnić się z nim. Nie ma to nic wspólnego z
erotyzmem, jak czasem dziwią się znajomi. Po prostu rozpieszczone ciało pozwala
na uniesienia duszy.
Bogatsza o te doświadczenia przeżyłam masaż.
Właściwie to terapię. Po tym co już znam, czyli masaż zewnętrznej partii mięśni
(przy okazji dowiedziałam się o sobie, że potrafię niemal zupełnie ignorować
ból), przyszedł czas na masaż tego co głębie. To tutaj skrywamy swoje ze
wspomnienia, lęki i stresy. Te spięcia powodują, że ból (o podłożu
emocjonalnym) wydaje się nie do zniesienia. Ucisk wywołuje skojarzenia,
przywołuje obrazy z przeszłości, doprowadza do płaczu, dreszczy. Masażysta
dotykając ciała wyczuwa najskrytsze emocje pacjenta. Poznawanie świata przez
dotyk – to sformułowanie nabiera tu zupełnie nowego znaczenia. Zawsze uważałam,
że komunikacja, dotycząca emocji powinna przebiegać bez słów. Zdarzało mi się
już, że bez zastanowienia przyznawałam, iż czegoś o kimś nie wiem, bo bez dotknięcia
nie potrafię tego wyczuć. Cóż, nawet seks jest rodzajem komunikacji.

A teraz spotkałam Mistrza. Kogoś, kto nie tylko
poznaje świat dotykiem, al. jeszcze rozumie to, czego dotyka. Pomaga ludziom,
korzystając z tego daru. Czyż to nie jest coś, o czym powinno się uczyć w
szkole?!