Błogie nicnierobienie na rajskiej wyspie Perhentian Kecil. Trudno jednak ująć w słowa miękkość piasku, przyjemność zanurzania się w cieplej, krystalicznie przejrzystej wodzie, widoki na góry i skały czy przyjemny „chłód” (tak, 25 stopni i cień to tutaj już chłód) dżungli. Zmieniliśmy bowiem nocleg na „miejsce indyjskie”, gdzie „dżungla spotyka się z morzem”. Jest tu znacznie chłodniej, spokojniej a w barze woda mineralna w butelce podawana jest z lodem w szklankach(w tej samej cenie co butelka w sklepach) a wifi jest gratis (na plażach po 10-15 zł za godzinę). Pokoik za 15 dolarów to tutaj bardzo tanio, ale właściciel zapowiada, że w przyszłym tygodniu zaczyna się sezon (w pierwszym hotelu wciskali nam, że sezon zaczął się kilka dni temu) i cena podskoczy trzykrotnie. Uff! Dobrze, że nas już tu nie będzie.
O mogę napisaco tych rajskich wyspach, których wspomnienie przywołuje błogi uśmiech na mojej twarzy… Nazwa „perhentian” znaczy „punkt zatrzymania się”, czyli port. Pod taką nazwą wyspy występują jeszcze w dokumentach z XIX wieku. Są tu zarówno komfortowe resorty, jak i budżetowe hoteliki czy shaletty. Co dziwne, nazwa guest house nie oznacza, że będzie taniej niż w resorcie. Przy czym w czasie malezyjskich świąt, wakacji itp. ceny sa kilkukrotnie wyższe. Jest to bowiem ulubione miejsce wypoczynkowe Malezyjczyków, a ci óredo biednych nie należą. Zresztą nam je polecił (szczególnie nurkowania) Dany – Łukaszowy host sprzed dwóch lat.
Tak naprawdę są dwie wyspy. Perhentian Kecil jest tą bardziej “the budget traveller and the backpacker scene”, szczególnie wzdłuż Long B., gdzie wylądowaliśmy przez przypadek dwa dni temu. Piętnaście minut spaceru przez dżunglę i jesteśmy na Coral Bay (Teluk Aur), która jest mniejsza, cichsza i jeszcze tańsza. Aha, są to plaże publiczne. Bo resorty mają plaże prywatne. Oglądaliśmy takie z łodzi. Cóż, wściekłabym się gdybym płaciła takie pieniądze a plaża byłaby rodem z portu wojennego, do tego ogrodzona drutem kolczastym.
Druga wyspa Perhentian Besar jest większa i bardziej ekskluzywna. Przewodnik LP i Internet podają, że wyspy łączy most, za przejazd którym pobierana jest opłata 10 zł, ale ja mostu nie widziałam. Natomiast taksówek wodnych rzeczywiście jest mnóstwo. Tyle, że drogie. Jak i transport na ląd (70 zł w obie strony).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz